Kristen cicho zatrzasnęła za sobą drzwi pokoju i sięgnęła
do kieszeni spodni, wyciągając z niej skrawek papieru. Obróciła go sobie kilka
razy w dłoniach, patrząc jak subtelna i delikatna twarz Królewny Śnieżki
uśmiecha się do niej tajemniczo, jakby kryła przed dziewczyną prawdę o
zawartości papierka. Po chwili umieściła wizerunek księżniczki pod język i
pozwoliła, aż substancja którą nasączono papierek rozlała się jej po jamie
ustnej, wypełniając ją dziwnym smakiem dietyloamidu kwasu lizergowego. Przez
następne dwadzieścia minut nic się nie wydarzyło. W końcu zamknęła oczy i
zaczęła delikatnie kołysać się w takt muzyki Chopina, która ni stąd ni zowąd
zaczęła grać w jej sypialni. Całkowicie zatracając się w delikatnym, subtelnym
brzmieniu Walcu A-moll, dziewczyna zaczęła tańczyć, obracać się i wirować
pośród wysokich łanów zboża w piękny słoneczny dzień. Muskała niwa owsa i jęczmienia,
idąc przed siebie widziała stojącą na drewnianym podwyższeniu sztalugę z
wizerunkiem kobiety o niezwykle wyrazistych oczach, takich, jakby mogły
pochłonąć całą mądrość świata, a nawet i większą. Na płótno padało mocniejsze
światło, które miało najwyraźniej wskazać dziewczynie, że sztaluga jest celem
jej wędrówki przez pola. Będąc u stóp podwyższenia dziewczyna dokładniej
przyjrzała się obrazowi i wyimaginowała sobie jak mogłaby go udoskonalić. Podeszła
powoli do sztalugi i sięgnęła po pędzel, którym poczęła mazać precyzyjne
proste, koślawe linie, wielokolorowe pióropusze, rozwiane włosy i dodała
odrobinę błogości do oczu postaci, po czym stwierdziła, że wyglądają nudno,
dlatego postanowiła włożyć w nie życie i obdarowała je odrobiną szaleństwa,
jakim były świetlne refleksy. Rozszerzyła uśmiech postaci, a później poprawiła walkę
o dominację światła i cienia na blond pasmach przetykanych różowymi kosmykami
oraz na ogromnym pióropuszu, który zdobił jej głowę. Kristen popatrzyła się na
swoje dzieło z dozą krytyki, lecz w końcu zrozumiała, że nic więcej nie musi
dodawać. Było idealne. Zaśmiała się w duchu. Nareszcie stworzyła TO dzieło.
Przełknęła ślinę i poczuła, że drży.
To pewnie z radości,
powiedziała sobie i spojrzała na łóżko. Mimo późnej nocy nie czuła się ani
senna, ani nawet zmęczona. Wręcz przeciwnie. Wstała z podłogi i ponownie
zarzuciła sobie neonowy plecak na ramiona, a następnie wyszła z pokoju. Widząc
ciemność rozciągającą się w salonie poczuła niepokój. Czerń nigdy nie wydawała
jej się taka mroczna i złowroga jak w tamtej chwili. Usłyszała pod sobą
skrzypiącą deskę i aż się wzdrygnęła. Cicho, cicho, nakazała sobie w duchu i
powoli przesunęła się w przód, po omacku starając się znaleźć ścianę.
- Kristen? Co ty
robisz? Gdzie ty idziesz? – usłyszała za sobą zaspany głos matki, która stanęła
w drzwiach swojej sypialni przecierając oczy rękami.
- Muszę… cicho… usłyszy
mnie bestia. Nie chcę jej obudzić – odszepnęła i ruszyła dalej przed siebie.
Kobieta westchnęła opierając się o framugę.
- Znowu lunatykujesz?
Co ja mam z tobą zrobić, dziewczyno? – nie była pewna, czy powiedziała to
raczej do siebie czy do niej, jednak wróciła do łóżka. Nie przejmowała się
zbytnio losem i poczynaniami córki. Nie wpadłaby nawet na to, że dziewczyna
lubi działanie LSD i innych halucynów. A nawet jeśli by się dowiedziała,
stwierdziłaby, że Kristen wie co robi. W końcu miała już te swoje siedemnaście lat.
Lecz nie wiedziała.
Dlatego kierowana wewnętrznym impulsem, by się przejść, wyszła z mieszkania i
zeszła schodami w dół, znów kierując się na zewnątrz.
Ash nie potrafił długo wytrzymać po kłótni z rodzicielką
bez zapalenia papierosa. Wiedział jednak, jak bardzo Madeline nienawidzi
zapachu tytoniu w domu, ani petów w ogrodzie, dlatego szybkim krokiem skierował
się w stronę drzwi frontowych.
- Hej, pięknotko –
usłyszał za sobą. Odwrócił się w stronę otwartych na oścież drzwi pokoju jego
przyrodniej siostry, Heather. – Nie wiem dokąd pędzisz o godzinie pierwszej w
nocy, ale może przed wyjściem wypieścisz mnie porządnie? Nawet nie wiesz jak
pragnę odrobiny czułości. – Dziewczyna wydęła usta i zwęziła swoje szare oczy.
Chłopak wzdrygnął się i wsadził dłonie głęboko w kieszenie spodni.
- Obrzydzasz mi życie,
Heather. Znajdź sobie kogoś na seks kamerce, a mnie zostaw w spokoju – warknął i
ruszył w dalszą drogę.
- Będę czekać na ciebie
w twoim łóżku. Nie przychodź jednak za późno, nie chcę żebyś zastał mnie
śpiącą! – zawołała za nim i położyła się na swoim posłaniu.
Chłopak
nie wiedział co w jego obecnym życiu było gorsze – despotyczna matka, wiecznie
napalona przyrodnia siostra, czy fakt, że gdyby jego ojciec wciąż żył, wszystko
byłoby normalne. Kiedy znalazł się za żelazną bramą, wyciągnął z kieszeni
skórzanej kurtki czerwonego Marlboro i podpalił go zapałką. Wciągnął dym do
płuc i wypuścił go, tworząc w powietrzu kółeczka. To był jego prawie codzienny
rytuał. Cieszył się, że były wakacje, bo gdyby jego nocne eskapady miały miejsce
w czasie roku szkolnego, nie byłoby siły, która zdołałaby go rano postawić na
nogi. Zaciągnął się ponownie i przeszedł na drugą stronę ulicy. Oparł się
plecami o zniszczony mur starej oficyny i zamknął oczy, próbując sobie
wyobrazić życie w innych warunkach. Nie brakowało mu niczego. Żył dostatnio,
matka chciała dla niego jak najlepiej. A przynajmniej tak mówiła. Nie potrafił
nawet spojrzeć się na miejsce, w którym mieszkał. Biały dworek z kolumnadą w stylu
doryckim na werandzie sprawiał, że chłopak czuł nagłą chęć zniszczenia czegoś,
dlatego czym prędzej oddalił się od domu, idąc w głąb miasta, w którym
mieszkał.
Nigdy
nie zagłębiał się w takie miejsca, jak tamtej nocy. Stare budynki były pokryte
graffiti, w oknach nie odbijało się światło telewizorów, a cisza wypełniająca
ulicę była wręcz złowroga. Jednak mimo to usłyszał czyjeś kroki. Spiął mięśnie,
szykując się na ujrzenie mężczyzny z kastetem, czy nożem w ręku, ale zamiast
tego zobaczył niewiele młodszą od siebie dziewczynę. Uniósł brew ku górze. W
życiu nie widział, żeby ktoś miał takie czarne oczy jak ona. Nie był pewien,
czy to ich naturalny kolor, czy po prostu źrenice rozszerzyły jej się pod
wpływem ciemności. Włosy miała związane w niedbałego warkocza, ramiączko
luźnego topu jej opadło, odsłaniając blade obojczyki. Oprócz tego wyczuł od
niej intensywną woń potu. Skrzywił się na to, ale nie odsunął.
- Co ty tutaj robisz? –
odezwał się do niej z niepewnym uśmiechem na ustach. Dziewczyna obróciła oczy w
jego stronę. Wzdrygnął się. Te oczy przerażały go.
- Uciekam przed bestią –
odparła wkładając dłonie do kieszeni luźnych dżinsowych spodenek.
- I dlatego
zawędrowałaś w miejsce, gdzie w każdym zaułku może czyhać ktoś, kto bez
skrupułów wsadziłby ci rękę w majtki? – Ton chłopaka wyrażał lekką kpinę,
jednak ona tego nie zauważyła. Albo to zignorowała.
- Ręka to jeszcze chyba
pół biedy. Gorzej, gdyby wbił mi tam nóż
- Nóż? – Brew Asha zawędrowała
jeszcze wyżej. – Masz bardzo drastyczne myśli, dziewczyno.
- Muszę iść, nie chcę,
żeby bestia mnie dogoniła. A tak przy okazji, pofarbowałeś włosy na zielono z
własnej woli, czy przegrałeś zakład? – zapytała podchodząc do Asha. Przeczesała
włosy chłopaka palcami dokładnie się im przyglądając. – Ładnie pachniesz. To
lawenda?
- Co, kurwa? Czy ty
jesteś trzeźwa, dziewczyno? – Złapał ją za ramiona i potrząsnął lekko. Jej
głowa bezwładnie poruszała się w przód i w tył. Wtedy chłopak zrozumiał
dlaczego jej oczy wydawały się być tak czarne, tak nieprzeniknione.
- Nie trzęś mną, bo
zwymiotuję – wydusiła błagalnie ściągając z siebie dłonie chłopaka. Ash
przewrócił oczami i westchnął ciężko.
- Gdzie mieszkasz?
- W Wenecji – odparła bez
zastanowienia. Wiedział, że to tylko bełkot naćpanej osoby. Nie miał pojęcia,
jak ma na imię ta dziewczyna i był pewien, że nie dowie się gdzie mieszka. Nie
chciał jednak, żeby włóczyła się przez całą noc po niezbyt przyjemnej okolicy.
W końcu była właściwie jego rówieśniczką, a nie wyglądała na kogoś z
patologicznej rodziny.
- Skoro sama nie wiesz
gdzie mieszkasz, na noc zostaniesz u mnie – stwierdził biorąc dziewczynę pod
ramię. Ta zaś zaśmiała się gardłowo, nieprzyjemnie.
- Skąd mam wiedzieć, że
nie masz przy sobie noża i że nie wciągasz mnie właśnie w ciemny zaułek? –
Poprawił chwyt na jej ręce.
- Musisz mi po prostu
zaufać.
*
Prawie rok. Woah. Nigdy tak długo nie pisałam jednego rozdziału. No cóż, zdarza się i tak. Myślę jednak, że warto było zarwać notkę dla takiego... "czegoś".
Jestem z tego zadowolona, a to cud.

Dobrze, że jesteś zadowolona, ponieważ wyszło cudnie. Nawet parsknęłam śmiechem przy tej Wenecji. :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będzie trzeba tyle czekać, ponieważ bardzo mnie zainteresowałaś. Ostatnio często czytam książki tego typu, w których nastolatki mają problemy i uciekają się do narkotyków.
Współczuję Kristen z powodu tego, że jej matka nie zwraca na nią uwagi. To dołujące, być odrzuconym przez rodzica.
Mam nadzieję, że Ash nie włoży jej noża w majtki.
Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych. :)
PS. Jeśli lubisz fantastykę, zapraszam http://wyjaca-do-ksiezyca.blogspot.com/