czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział pierwszy

            Kristen cicho zatrzasnęła za sobą drzwi pokoju i sięgnęła do kieszeni spodni, wyciągając z niej skrawek papieru. Obróciła go sobie kilka razy w dłoniach, patrząc jak subtelna i delikatna twarz Królewny Śnieżki uśmiecha się do niej tajemniczo, jakby kryła przed dziewczyną prawdę o zawartości papierka. Po chwili umieściła wizerunek księżniczki pod język i pozwoliła, aż substancja którą nasączono papierek rozlała się jej po jamie ustnej, wypełniając ją dziwnym smakiem dietyloamidu kwasu lizergowego. Przez następne dwadzieścia minut nic się nie wydarzyło. W końcu zamknęła oczy i zaczęła delikatnie kołysać się w takt muzyki Chopina, która ni stąd ni zowąd zaczęła grać w jej sypialni. Całkowicie zatracając się w delikatnym, subtelnym brzmieniu Walcu A-moll, dziewczyna zaczęła tańczyć, obracać się i wirować pośród wysokich łanów zboża w piękny słoneczny dzień. Muskała niwa owsa i jęczmienia, idąc przed siebie widziała stojącą na drewnianym podwyższeniu sztalugę z wizerunkiem kobiety o niezwykle wyrazistych oczach, takich, jakby mogły pochłonąć całą mądrość świata, a nawet i większą. Na płótno padało mocniejsze światło, które miało najwyraźniej wskazać dziewczynie, że sztaluga jest celem jej wędrówki przez pola. Będąc u stóp podwyższenia dziewczyna dokładniej przyjrzała się obrazowi i wyimaginowała sobie jak mogłaby go udoskonalić. Podeszła powoli do sztalugi i sięgnęła po pędzel, którym poczęła mazać precyzyjne proste, koślawe linie, wielokolorowe pióropusze, rozwiane włosy i dodała odrobinę błogości do oczu postaci, po czym stwierdziła, że wyglądają nudno, dlatego postanowiła włożyć w nie życie i obdarowała je odrobiną szaleństwa, jakim były świetlne refleksy. Rozszerzyła uśmiech postaci, a później poprawiła walkę o dominację światła i cienia na blond pasmach przetykanych różowymi kosmykami oraz na ogromnym pióropuszu, który zdobił jej głowę. Kristen popatrzyła się na swoje dzieło z dozą krytyki, lecz w końcu zrozumiała, że nic więcej nie musi dodawać. Było idealne. Zaśmiała się w duchu. Nareszcie stworzyła TO dzieło. Przełknęła ślinę i poczuła, że drży.
To pewnie z radości, powiedziała sobie i spojrzała na łóżko. Mimo późnej nocy nie czuła się ani senna, ani nawet zmęczona. Wręcz przeciwnie. Wstała z podłogi i ponownie zarzuciła sobie neonowy plecak na ramiona, a następnie wyszła z pokoju. Widząc ciemność rozciągającą się w salonie poczuła niepokój. Czerń nigdy nie wydawała jej się taka mroczna i złowroga jak w tamtej chwili. Usłyszała pod sobą skrzypiącą deskę i aż się wzdrygnęła. Cicho, cicho, nakazała sobie w duchu i powoli przesunęła się w przód, po omacku starając się znaleźć ścianę.
- Kristen? Co ty robisz? Gdzie ty idziesz? – usłyszała za sobą zaspany głos matki, która stanęła w drzwiach swojej sypialni przecierając oczy rękami.
- Muszę… cicho… usłyszy mnie bestia. Nie chcę jej obudzić – odszepnęła i ruszyła dalej przed siebie. Kobieta westchnęła opierając się o framugę.
- Znowu lunatykujesz? Co ja mam z tobą zrobić, dziewczyno? – nie była pewna, czy powiedziała to raczej do siebie czy do niej, jednak wróciła do łóżka. Nie przejmowała się zbytnio losem i poczynaniami córki. Nie wpadłaby nawet na to, że dziewczyna lubi działanie LSD i innych halucynów. A nawet jeśli by się dowiedziała, stwierdziłaby, że Kristen wie co robi. W końcu miała już te swoje siedemnaście lat.

Lecz nie wiedziała. Dlatego kierowana wewnętrznym impulsem, by się przejść, wyszła z mieszkania i zeszła schodami w dół, znów kierując się na zewnątrz.


            Ash nie potrafił długo wytrzymać po kłótni z rodzicielką bez zapalenia papierosa. Wiedział jednak, jak bardzo Madeline nienawidzi zapachu tytoniu w domu, ani petów w ogrodzie, dlatego szybkim krokiem skierował się w stronę drzwi frontowych.
- Hej, pięknotko – usłyszał za sobą. Odwrócił się w stronę otwartych na oścież drzwi pokoju jego przyrodniej siostry, Heather. – Nie wiem dokąd pędzisz o godzinie pierwszej w nocy, ale może przed wyjściem wypieścisz mnie porządnie? Nawet nie wiesz jak pragnę odrobiny czułości. – Dziewczyna wydęła usta i zwęziła swoje szare oczy. Chłopak wzdrygnął się i wsadził dłonie głęboko w kieszenie spodni.
- Obrzydzasz mi życie, Heather. Znajdź sobie kogoś na seks kamerce, a mnie zostaw w spokoju – warknął i ruszył w dalszą drogę.
- Będę czekać na ciebie w twoim łóżku. Nie przychodź jednak za późno, nie chcę żebyś zastał mnie śpiącą! – zawołała za nim i położyła się na swoim posłaniu. 
Chłopak nie wiedział co w jego obecnym życiu było gorsze – despotyczna matka, wiecznie napalona przyrodnia siostra, czy fakt, że gdyby jego ojciec wciąż żył, wszystko byłoby normalne. Kiedy znalazł się za żelazną bramą, wyciągnął z kieszeni skórzanej kurtki czerwonego Marlboro i podpalił go zapałką. Wciągnął dym do płuc i wypuścił go, tworząc w powietrzu kółeczka. To był jego prawie codzienny rytuał. Cieszył się, że były wakacje, bo gdyby jego nocne eskapady miały miejsce w czasie roku szkolnego, nie byłoby siły, która zdołałaby go rano postawić na nogi. Zaciągnął się ponownie i przeszedł na drugą stronę ulicy. Oparł się plecami o zniszczony mur starej oficyny i zamknął oczy, próbując sobie wyobrazić życie w innych warunkach. Nie brakowało mu niczego. Żył dostatnio, matka chciała dla niego jak najlepiej. A przynajmniej tak mówiła. Nie potrafił nawet spojrzeć się na miejsce, w którym mieszkał. Biały dworek z kolumnadą w stylu doryckim na werandzie sprawiał, że chłopak czuł nagłą chęć zniszczenia czegoś, dlatego czym prędzej oddalił się od domu, idąc w głąb miasta, w którym mieszkał.
Nigdy nie zagłębiał się w takie miejsca, jak tamtej nocy. Stare budynki były pokryte graffiti, w oknach nie odbijało się światło telewizorów, a cisza wypełniająca ulicę była wręcz złowroga. Jednak mimo to usłyszał czyjeś kroki. Spiął mięśnie, szykując się na ujrzenie mężczyzny z kastetem, czy nożem w ręku, ale zamiast tego zobaczył niewiele młodszą od siebie dziewczynę. Uniósł brew ku górze. W życiu nie widział, żeby ktoś miał takie czarne oczy jak ona. Nie był pewien, czy to ich naturalny kolor, czy po prostu źrenice rozszerzyły jej się pod wpływem ciemności. Włosy miała związane w niedbałego warkocza, ramiączko luźnego topu jej opadło, odsłaniając blade obojczyki. Oprócz tego wyczuł od niej intensywną woń potu. Skrzywił się na to, ale nie odsunął.
- Co ty tutaj robisz? – odezwał się do niej z niepewnym uśmiechem na ustach. Dziewczyna obróciła oczy w jego stronę. Wzdrygnął się. Te oczy przerażały go.
- Uciekam przed bestią – odparła wkładając dłonie do kieszeni luźnych dżinsowych spodenek.
- I dlatego zawędrowałaś w miejsce, gdzie w każdym zaułku może czyhać ktoś, kto bez skrupułów wsadziłby ci rękę w majtki? – Ton chłopaka wyrażał lekką kpinę, jednak ona tego nie zauważyła. Albo to zignorowała.
- Ręka to jeszcze chyba pół biedy. Gorzej, gdyby wbił mi tam nóż
- Nóż? – Brew Asha zawędrowała jeszcze wyżej. – Masz bardzo drastyczne myśli, dziewczyno.
- Muszę iść, nie chcę, żeby bestia mnie dogoniła. A tak przy okazji, pofarbowałeś włosy na zielono z własnej woli, czy przegrałeś zakład? – zapytała podchodząc do Asha. Przeczesała włosy chłopaka palcami dokładnie się im przyglądając. – Ładnie pachniesz. To lawenda?
- Co, kurwa? Czy ty jesteś trzeźwa, dziewczyno? – Złapał ją za ramiona i potrząsnął lekko. Jej głowa bezwładnie poruszała się w przód i w tył. Wtedy chłopak zrozumiał dlaczego jej oczy wydawały się być tak czarne, tak nieprzeniknione.
- Nie trzęś mną, bo zwymiotuję – wydusiła błagalnie ściągając z siebie dłonie chłopaka. Ash przewrócił oczami i westchnął ciężko.
- Gdzie mieszkasz?
- W Wenecji – odparła bez zastanowienia. Wiedział, że to tylko bełkot naćpanej osoby. Nie miał pojęcia, jak ma na imię ta dziewczyna i był pewien, że nie dowie się gdzie mieszka. Nie chciał jednak, żeby włóczyła się przez całą noc po niezbyt przyjemnej okolicy. W końcu była właściwie jego rówieśniczką, a nie wyglądała na kogoś z patologicznej rodziny.
- Skoro sama nie wiesz gdzie mieszkasz, na noc zostaniesz u mnie – stwierdził biorąc dziewczynę pod ramię. Ta zaś zaśmiała się gardłowo, nieprzyjemnie.
- Skąd mam wiedzieć, że nie masz przy sobie noża i że nie wciągasz mnie właśnie w ciemny zaułek? – Poprawił chwyt na jej ręce.

- Musisz mi po prostu zaufać.

*

Prawie rok. Woah. Nigdy tak długo nie pisałam jednego rozdziału. No cóż, zdarza się i tak. Myślę jednak, że warto było zarwać notkę dla takiego... "czegoś".
Jestem z tego zadowolona, a to cud.

1 komentarz:

  1. Dobrze, że jesteś zadowolona, ponieważ wyszło cudnie. Nawet parsknęłam śmiechem przy tej Wenecji. :)
    Mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będzie trzeba tyle czekać, ponieważ bardzo mnie zainteresowałaś. Ostatnio często czytam książki tego typu, w których nastolatki mają problemy i uciekają się do narkotyków.
    Współczuję Kristen z powodu tego, że jej matka nie zwraca na nią uwagi. To dołujące, być odrzuconym przez rodzica.
    Mam nadzieję, że Ash nie włoży jej noża w majtki.
    Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych. :)
    PS. Jeśli lubisz fantastykę, zapraszam http://wyjaca-do-ksiezyca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodoba Ci się moje opowiadanie, a nawet jeśli nie - zostaw po sobie opinię. Każda jest dla mnie cenną radą jak pisać :)